zabiorę cię w noc bezgwiezdną
otulę w bezkształtną otchłań
ukażę samotności najdoskonalszy horyzont
światło żąda podziału
ciemność scala wszystko
jednoczy wygasłe pochodnie
w niebyt
najwytrawniejszą myśl
przemienia w milczącą nicość
młotem nabitym z cierpienia
wyłom wbrew sobie uczynię
by przeprowadzić cię w pustkę
w głąb schowka męskiej duszy
który niczego nie kryje…
