wiatr zamiótł parkiet przed domem
i uchylając okienko
liśćmi miękkimi jak jedwab
zasłał nam łoże
tak błogie
jak pamięć minionych dni
i nocy niezapomnianych
które w zamierzchłej oddali
zagubił niezdarny czas
nawet sen dał się ujarzmić
więc nie będziemy spać
lecz w rytm najgorętszej miłości
wśród reflektorów gwiazd
spleciemy ubogie dusze
a chłodne mury sypialni
złączone wspólnym pragnieniem
rozpali zew tęsknych ciał
otworzę najsłodsze wino
tak stare jak liczba lat
przez które przyszło nam ciągnąć
wóz obopólnej nadziei
wehikuł gromkiego szczęścia
i gorzkich do bólu zdrad
wybacz godziny zwątpienia
i tego co było złe
zdeptajmy w tangu amandi
stek niepotrzebnych kłamstw
przeglądam się w twoich oczach
dotykam spragnionych warg
w tej chwili pragnę być Faustem
obcować z pięknem twej duszy
i krzyknąć
rozkoszna chwilo
po bezkres wieczności trwaj
przytul mnie mocniej aniele
głaszcz starą zmarszczoną twarz
wbij białe jak śnieg paznokcie
niech utkwią we mnie na stałe
i stańmy się jednym ciałem
pomnikiem najświętszych prawd
w obliczu takiej miłości
jaką los obdarzył nas
bądźmy najczulszym wulkanem
w swej lawie stopimy zawiść
i despotyczny czas
a szczęściem swym zamroczeni
wciąż sobą nienasyceni
na srogich skrzydłach tęsknoty
sięgniemy wieczności bram…

Jak pięknie i nastrojowo!
OdpowiedzUsuńPłynąca woda pogłębiła wrażenie zmysłowości, ale bardzo lirycznej, z nutką nostalgii :-)
no i te spadające liście...
zaczytałam się!
pozdrawiam ciepło
:) nieustająco zamyślona
OdpowiedzUsuńsam piszę wiersze i zawsze chciałem coś takiego napisać, ale chyba jeszcze muszę się wiele nauczyć...:/ a ten wiersz jest po prostu tgenialny i tak piękny i namiętny, że aż brak słów! pozdrawiam
OdpowiedzUsuń