Jest wczesne południe, ostatni dzień grudnia
Piszę do Ciebie, patrząc w przestrzeń bezludną.
Mróz na zewnątrz trzyma, sypie gęsty śnieg,
Ogień ledwo tli się wśród zmarzniętych drew.
Wiem, że wróciłeś do starych miejsc, pożółkłych stron,
By ujrzeć grób wśród martwych róż
Zanim czas pogrzebie go.
Wiedz, w tę noc płaczem uśpiła mnie,
Koszulę mą zdobiła krew,
Nadszedł czas by zapaść w sen...
Słodki, beztroski sen...
Stanęliście razem przed skromnym ołtarzem,
Na świadka wezwaliście wiatr.
Niedbale zeznawał, przysięgę powtarzał,
Swym echem wyprawił ją w świat.
Tuliłeś jej ciało jak słońce ląd ubrany w lód,
Chciałeś zadeptać kwiat wspólnej zbrodni
Zmyć z drżących dłoni czerwieni brud.
Dziś wiesz, że pamięć zbyt troskliwa jest.
Czujna na jawie i śnie,
Niczym wygłodniały lew,
Z pozoru niegroźny lew...
Kochałem ją zawsze i kocham ją nadal,
Jej dusza znów ze mną jest tu
Pozdrawia Cię ciepło z lepszego świata,
Niedługo zobaczysz ją znów.
Mój przyjacielu, najdroższy morderco, cóż więcej mogę Ci rzec?
Czekam na Ciebie, chcę Cię uścisnąć
Wybaczam wszystko – nie obawiaj się.
Ach, wiedz że serce to przedziwna rzecz,
Nie krzepnie jak przelana krew,
Więc chyba warto je mieć...
Tak, raczej warto je mieć...
Z miłością
P.H.

,,Stanęliście razem przed skromnym ołtarzem,
OdpowiedzUsuńNa świadka wezwaliście wiatr.
Niedbale zeznawał, przysięgę powtarzał..."
Przemku! niepowtarzalny nastrój wyczarowałeś w tym wierszu, jak zwykle tajemniczym, niepokojącym i dającym do myślenia ...
jesteś dla mnie jak z innego świata, tyle u Ciebie zagadek i mroku...u Ciebie oglądam ciemną stronę dnia.
bardzo działa na wyobraźnię!
pozdrawiam ciepło :-)
Droga Emmo, dziękuję za ciepły komentarz... Dobrze wiedzieć, że gdzieś jest któś, dla kogo mogę pisać - ktoś kto nadaje memu pisaniu sens...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
śpiewnie mi się czytało,
OdpowiedzUsuńlekko mimo treści dość ciężkiej jak dla mnie, dzisiaj, ale koisz mnie... z resztą wiesz :)
Dziękuję... Mam nadzieję, że wszystko się ułoży... Pozdrawiam...
OdpowiedzUsuńukłada się, układa
OdpowiedzUsuńdzień po dniu, dzień po dniu
noc za nocą... mokrą