tyle słów gdzieś podzianych
ogrom nadziei
wiary
i wszystko tylko po to
aby u kresu rozumu
usłyszeć w szemraniu końca
trzy druzgocące słowa
„to na nic”
-gra skończona
niebo się chmurzy jak zwykle
chociaż się zdaje że bardziej
nie słychać pieśni anielskich
nie widać zastępów świętych
i trąby najszczerszej złote
w rdzę szczero-rdzawą ubrane
umilkły – ponoć na zawsze
kiedy pieczęcie otwarte
spłonęły w żarze piekielnym
a miłość przegrała walkę
„to na nic”
-to już nie ważne
uśpione dzwony kościelne
kompani doczesnych dni
nie będą czynić wyjątku
nie zechcą inaczej bić
a skoro już się wypełni
siłą nie boską targane
uderzą w znajomy rytm
brakuje woli by umrzeć
brakuje siły
by żyć
oto ostatnia próba
licho wygrywa akordy
zaś niebo jak próżnia milczy
z rozkazu czartowskiej hordy
jakby płonęło kasyno
i nagle przerwano grę
a zamiast hymnu wieczności
zawył anielski walkower
już tak niewiele zostało
jedynie przymknąć powieki
złożyć dwie niekształtne dłonie
i wybrać właściwą prawdę
następnie spojrzeć złu w oczy
i szepnąć tętnem ironii
w takt dytyrambu zwycięzców
„to na nic”
-to już nie ważne




