Kontury miasta w objęciach mgły
Gdy ucichł już tętent dnia
Powozem echa nadciągnął krzyk
Czyjś lament przerodził się w płacz
Gdy się żegnali spijał jej łzy
Czule smakował słodyczy ust
Wierzył że los szybko przegna rozłąki dni
I razem brzegiem morza wkrótce pójdą znów
Na jego policzkach niedoschnięte łzy
Obok lina co kark łamiąc dała ujście snom
Bo gdy okręt powrócił nad brzegiem nie czekał nikt
A w swych silnych ramionach ktoś inny już dzierżył ją...

hm.
OdpowiedzUsuńTwoje wiersze rodzą się z mroku - moje ze Słońca
Wiesz... To bardzo trafne spostrzeżenie...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
proszę Cię-gdy piszesz smutny wiersz-skomentuj go potem-czy już wszystko u Ciebie -ok-abym jako Przyjaciółka -nie martwiła się.Umiesz ukazać cierpienie i tęsknotę ,za kimś -na Kim Ci zależy.Gratulacje ,za umiejętność ukazania cierpienia!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuń