Linie drżących dłoni biegną niezatartym torem
Chłonę głębię Twych oczu
I bezdennej duszy
Celebruję dzień
W którym gwiazdy upadły tak wstydliwie nisko
Aż do naszych stóp
Przejrzyj się w mojej twarzy
Rozkołyszę pamięć
Niezmęczoną czasem
W ciemnym
Ponurym jak cień piekieł domu
Poprosiłaś by postawił nam kabałę
Rozłożył wytarte karty
I pojął
Na zawsze razem
Sztorm kiedyś ustanie
I znowu wyrosną kwiaty
Na grząskiej z zadumy ziemi
Szedłem złotą aleją
Niepewny chromej przyszłości
Pośród tysięcy liści opętanych jesienią
I zobaczyłem jak płyniesz
Krokiem świadomym mijających sekund
Oczy z tą samą niezmierzoną głębią
Milczały w promieniach najczulszego słońca
Wenus płomienno-oka wysłała do Krakowa
zapewne ślepego chłopca
I przez pomyłkę ponownie przestrzelił przekwitłe serca naoliwioną strzałą
Być może przeznaczony był nam ten przypadek
Lub też ten przypadek miotał przeznaczeniem
Nie wiem
Lecz im dłużej oswajam się z nadciągającym końcem
Wciąż odnoszę wrażenie
Że zaprawdę
Jak rzekł prorok
Na wszystko jest wyznaczona godzina pod słońcem

Czy zastanawiałeś się ,dlaczego otrzymałeś tak cudowny Dar -jakim jest umiejętność tworzenia ???
OdpowiedzUsuńLubię czytać wiersze.Nie w każdym ,czuję -to coś .A ten wiersz oddaje przeżycia-wciąga.
podobają mi się "liście opętane jesieną"...
OdpowiedzUsuń