niedziela, 29 marca 2009

Latarnia

Szumem fal odurzona
Na skale zimnej stojąc
Drżę rozpalona wiarą
Wypatrując nadziei na mroźnej tafli morza
Zapalę się własnym tętnem
Własną mocą rozbłysnę
W obawie że agregator nie zdąży
Latarnik zasłabnie w pół drogi
Szlak na ciemnym dywanie utkam
Mym światłem Słodki Wędrowcze
Drogę bezbłędnie wskażę
Kierując na mieliznę
Byś u mych stóp spoczął
Byś nigdy już nie odpłynął...

4 komentarze:

  1. podoba mi się zwłaszcza ,,palenie się własnym tętnem" :-)

    już się zaczynałam niepokoić gdzie się podziewasz...nie lubię, gdy ludzie tak nagle znikają...

    pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  2. Droga Emmo, pojawię się dopiero w następny weekend. Wtedy też zamierzam bacznie przyjrzeć się Twoim najnowszym utworom... A na razie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. o rety!
    to muszę koniecznie coś napisać, bo jakoś tak się rozleniwiłam...
    dzięki za wizytę i słowa dodające wiary w siebie :-)

    uważaj na siebie !

    OdpowiedzUsuń
  4. :) Latarnie, jest w nich coś, co przyciąga i chciałaby się tam zostać na zawsze.

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń