Szumem fal odurzona
Na skale zimnej stojąc
Drżę rozpalona wiarą
Wypatrując nadziei na mroźnej tafli morza
Zapalę się własnym tętnem
Własną mocą rozbłysnę
W obawie że agregator nie zdąży
Latarnik zasłabnie w pół drogi
Szlak na ciemnym dywanie utkam
Mym światłem Słodki Wędrowcze
Drogę bezbłędnie wskażę
Kierując na mieliznę
Byś u mych stóp spoczął
Byś nigdy już nie odpłynął...

podoba mi się zwłaszcza ,,palenie się własnym tętnem" :-)
OdpowiedzUsuńjuż się zaczynałam niepokoić gdzie się podziewasz...nie lubię, gdy ludzie tak nagle znikają...
pozdrawiam ciepło!
Droga Emmo, pojawię się dopiero w następny weekend. Wtedy też zamierzam bacznie przyjrzeć się Twoim najnowszym utworom... A na razie pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńo rety!
OdpowiedzUsuńto muszę koniecznie coś napisać, bo jakoś tak się rozleniwiłam...
dzięki za wizytę i słowa dodające wiary w siebie :-)
uważaj na siebie !
:) Latarnie, jest w nich coś, co przyciąga i chciałaby się tam zostać na zawsze.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam :)