czwartek, 5 listopada 2009

Z śnieżnego stepu

Ponoć ranek mądrzejszy jest od wieczora
A „dziś” rozumniejsze od wczorajszego dnia
Lecz tu na biegunie słońce tylko na chwilę
Rozpościera swe skrzydła nieświadomie przez sen
„a wszystko te czarne oczy...”
Szukam twych śladów na prześcieradle nieczułego śniegu
Śladów nocy – w którą miałaś kroczyć tuż za mną
Ja pielgrzym bez pamięci
Pątnik pytający o drogę do swej Mekki przelotnego wiatru
Lecz on już dawno zamiótł Twe ślady
„niebo skąpi szczęścia biednym tak jak my...”
Nie mam pewności
A jeśli twe kroki nie powielały przetartego przeze mnie szlaku?
Może to tylko wiatr wskrzesił w mych uszach złudzenie
Gdybym nie spojrzał w Twą stronę, gdybym posłuchał głosu boga...
Wybacz Eurydyko
Wybacz zwątpienie w którym zabiło serce wieczności...



Zdjęcie: www.strykowski.net/fotografie_zimowe/Fotograf..

poniedziałek, 26 października 2009

W świecie cieni

W świecie cieni umarli nie wiedzą, że odeszli.
To samo słońce otwiera im powieki wypłukując pamięć.
W świecie cieni, umarli nie wierzą w Boga - traktują go jako jednego ze swoich,
Mając na wyciągnięcie ręki...
Tylko niektórzy, dziwnie przezorni, w odzieniu utkanym z włókien intuicji od czasu do czasu odwiedzają cmentarze.
Na cmentarzach świata cieni nagrobki kurczą się, by w końcu zniknąć zupełnie.

Zrzeszenie racjonalistów głosi, że to wina korozji i nie sposób udowodnić istnienia jakiejkolwiek preegzystencji

Tylko nieliczni otumanieni nadzieją zapalają znicze na niknących kamieniach z epitafiami potomków
Sądzą, że dzięki temu Ci będą szczęśliwsi.
Kiedy pojawia się ktoś nowy – wariat bez pamięci – niektórzy chcą go adoptować, myśląc, że to ich latorośl

Tamtejsi humaniści wytykają zabobon i spędzają na racjonalne tory
Tylko nieliczni czytają dla zabicia czasu, wersety ponoć tajemnej księgi, głoszącej apokalipsę innego świata, śmierć głodową jednej trzeciej ludzkości,
Spowodowaną brakiem modlitwy i ofiary współczesnych.

I chyba nic się nie zmieni, proroctwo zatoczy swój krąg -
W świecie cieni umarli nie wierzą w żywych...

środa, 23 września 2009

Sam...

chłodna noc, szumny wiatr
złoty sierp, gwiezdny blask
drążą mej duszy samotność
bezdomny tułacz sen nie chce przestąpić progów
by ugasić ogień słonych oceanów
by wyciągnąć na brzeg sensu tonące powieki
zapłacę życiem
byle tylko spać, by w farsę obrócić dramat

wąska trumna, ziąb
samotność i wieczna noc
wtulają w siebie me ciało
niczym tornado bez dna
słońce dla umarłych nie wschodzi
znika gdy ogień miłości gaśnie i odbiera mu duszę

umarły budzi się sam...

czwartek, 23 lipca 2009

brzeg

Nad życia urwistą granią, nad rzeką łapczywych fal
Stał siwy starzec z gitarą i taką pieśń łkając grał:

Tam, gdzie rozkwita zorzy blask
I śnieg w swej bieli złoci się,
Kiełkuje tęcza setek barw,
Spływają sople zamiast łez...
Tam, gdzie noc brata się ze dniem,
Cisza serdecznie ściska dłoń,
Rozbrzmiewa wiatru cichy szept
Znalazłem ukojenia schron.
Szukałem go w objęciach miast,
W czeluściach ciał, głębinach dusz,
Lecz ono mieszka pośród skał
Spowitych lodem z martwych mórz.

Gdy śmierci niewidzialna mgło
Osnujesz życia mego zmierzch
Zabierz mnie tam do białych krain
Nad ukojenia źródeł brzeg.

Zabierz mnie tam do białych krain
Nad ukojenia źródeł brzeg...

środa, 15 lipca 2009

List

Jest wczesne południe, ostatni dzień grudnia
Piszę do Ciebie, patrząc w przestrzeń bezludną.
Mróz na zewnątrz trzyma, sypie gęsty śnieg,
Ogień ledwo tli się wśród zmarzniętych drew.

Wiem, że wróciłeś do starych miejsc, pożółkłych stron,
By ujrzeć grób wśród martwych róż
Zanim czas pogrzebie go.

Wiedz, w tę noc płaczem uśpiła mnie,
Koszulę mą zdobiła krew,
Nadszedł czas by zapaść w sen...
Słodki, beztroski sen...

Stanęliście razem przed skromnym ołtarzem,
Na świadka wezwaliście wiatr.
Niedbale zeznawał, przysięgę powtarzał,
Swym echem wyprawił ją w świat.

Tuliłeś jej ciało jak słońce ląd ubrany w lód,
Chciałeś zadeptać kwiat wspólnej zbrodni
Zmyć z drżących dłoni czerwieni brud.

Dziś wiesz, że pamięć zbyt troskliwa jest.
Czujna na jawie i śnie,
Niczym wygłodniały lew,
Z pozoru niegroźny lew...

Kochałem ją zawsze i kocham ją nadal,
Jej dusza znów ze mną jest tu
Pozdrawia Cię ciepło z lepszego świata,
Niedługo zobaczysz ją znów.

Mój przyjacielu, najdroższy morderco, cóż więcej mogę Ci rzec?
Czekam na Ciebie, chcę Cię uścisnąć
Wybaczam wszystko – nie obawiaj się.

Ach, wiedz że serce to przedziwna rzecz,
Nie krzepnie jak przelana krew,
Więc chyba warto je mieć...
Tak, raczej warto je mieć...

Z miłością

P.H.

czwartek, 18 czerwca 2009

Fatum

O świcie ostatni płomień raniony deszczem zgasł
I jeszcze tylko gdzieniegdzie dym z wolna się unosi.
Pod niebem runęło miasto, pod gruzem spoczął Priam
Król, co zwycięskiej uczcie tak śmiele przewodził.

Wino zdobiło puchary, tańczył zwycięski lud,
Serce biło w rytm pieśni chwalebnych i radosnych
Nikt nie uwierzył Twym słowom, nikt nie chciał słuchać wróżb,
Gdyż tylko w chorym umyśle narodzić się mogły.

Kasandro, nieszczęsna wieszczko, dlaczego zwabiłaś los,
Który okrutny koniec całemu miastu przyniósł.
Niech będzie przeklęta brama, przez którą przeszedł koń
I krwawy miecz achajski, co ponad Ilion wyrósł!

Po hucznej zwycięskiej uczcie Trojan zniewolił sen,
By łatwiej można było wypełnić wolę niebian.
Ty nie zmrużyłaś powiek, gdyż czując rychłą rzeź,
Wiedziałaś, że niedługo czas przyjdzie umierać.

Nagle ktoś wszczął alarm i usłyszałaś krzyk,
Który zuchwale zrodził homerowski tren.
Gdy Achajowie odeszli, żywy nie został nikt.
I ciebie sławna Kasandro pogrążył śmiertelny sen.

Kasandro, przeklęta wiedźmo, kochankiem twym był los,
Który drogim współbraciom tak krwawą śmierć zgotował.
Ale i Ciebie sięgnął jego bezwzględny cios,
Bo pragnął ci do końca wierności dochować.

Mój losie zagmatwany, niewiarę ślubuj mi
Bym władcą moich czynów i pragnień się okazał,
Bym panem swego życia odpowiedzialnym był,
Bowiem prawdziwym władcą jest ten, kto sobą włada...

czwartek, 4 czerwca 2009

erotyk jesienny

wiatr zamiótł parkiet przed domem
i uchylając okienko
liśćmi miękkimi jak jedwab
zasłał nam łoże
tak błogie
jak pamięć minionych dni
i nocy niezapomnianych
które w zamierzchłej oddali
zagubił niezdarny czas

nawet sen dał się ujarzmić
więc nie będziemy spać
lecz w rytm najgorętszej miłości
wśród reflektorów gwiazd
spleciemy ubogie dusze
a chłodne mury sypialni
złączone wspólnym pragnieniem
rozpali zew tęsknych ciał

otworzę najsłodsze wino
tak stare jak liczba lat
przez które przyszło nam ciągnąć
wóz obopólnej nadziei
wehikuł gromkiego szczęścia
i gorzkich do bólu zdrad

wybacz godziny zwątpienia
i tego co było złe
zdeptajmy w tangu amandi
stek niepotrzebnych kłamstw

przeglądam się w twoich oczach
dotykam spragnionych warg
w tej chwili pragnę być Faustem
obcować z pięknem twej duszy
i krzyknąć
rozkoszna chwilo
po bezkres wieczności trwaj

przytul mnie mocniej aniele
głaszcz starą zmarszczoną twarz
wbij białe jak śnieg paznokcie
niech utkwią we mnie na stałe
i stańmy się jednym ciałem
pomnikiem najświętszych prawd

w obliczu takiej miłości
jaką los obdarzył nas
bądźmy najczulszym wulkanem
w swej lawie stopimy zawiść
i despotyczny czas
a szczęściem swym zamroczeni
wciąż sobą nienasyceni
na srogich skrzydłach tęsknoty
sięgniemy wieczności bram…

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Tango Skazanych

Mrok cierpki zapadł
Wiatr nędzną wyspę do snu kołysze
W ciasnych „komnatach”
Pierwsi skazańcy zajmują prycze
Jeszcze noc młoda
Knot lichej świecy tępo się pali
A wrzaski więźniów
Wznoszą pieśń ciężką niczym ze stali

ref.

Tango skazanych
Tango samotnych
Tango więzionych
Strażnik maestro
Drewnianą pałką zdzieli po skroni
Bestie w mundurach
Strzelą z impetem wulgaryzmami
Ktoś zafałszuje kulawym gwizdem
Tango przegranych

Dziarscy menele
Walą kartami o strzępy stołu
Melancholicy snują marzenia
O ciepłym domu
Ktoś wyjął peta
Z tajnej kieszeni diabłu nieznanej
Jakiś przezorny
Ryje na ścianie krótki testament

ref.

Tango skazanych
Tango samotnych
Tango więzionych
Strażnik maestro
Drewnianą pałką zdzieli po skroni
Bestie w mundurach
Strzelą z impetem wulgaryzmami
Wszystko zniesiemy
Tylko nam zechciej przebaczyć
Panie…

sobota, 9 maja 2009

Pożegnanie z moim Bogiem

Śpij już mój Panie, utul w ramionach słońce.
Zamknij swe błyszczące, gwieździste powieki.
I zapomnij o mnie na jedną krótką chwilę.

W tę noc odejdę wiatrem nawrócony,
Zwiedziony krajobrazami, które z Raju skrycie wymknęły się
gdy spałeś snem niewzruszonym -choćby najcichszym tchnieniem.
Tak jak wtedy – zapomnij o mnie Panie.
Wykradnę ze skarbca odrobinę szczęścia dla piekących powiek,
umęczonych rąk.
I pozwól mi kroczyć szlakiem bez oznaczeń,
Brodzić w morzach łąk, zabłądzić bez kompasu
w zbyt wysokiej trawie, zapuścić się jak najdalej
w dżunglę własnej duszy...
Śpij snem spokojnym,
Śpij, mój dobry Panie...
Nie martw się, że nie ujrzę na horyzoncie celu.
Nim się zbudzisz, ostrożnie przy Twej kołysce stanę
Nie bój się – obiecuję, że gdy mój czas upłynie, znowu będziemy razem...

niedziela, 26 kwietnia 2009

Dedykując Małgorzacie Południak

Czupurna...

W mojej czasoprzestrzeni, czas okrada przestrzeń
Zabija na raty, kawałek po kawałku
Bezsilna kurczy się pokornie, by zniknąć zupełnie.
Nie wiem czym jesteś –naiwnym złudzeniem?
Grzesznych myśli procesem ciągle niezbadanym?
Być może Cię nie było, w mej głowie tylko trwałaś
Jako wyobrażenie idealnego ciała, idealnego ducha...
Być może Cię wymyśliłem, wskrzesiłem urojenie...
Czym byłaś czarnowłosa Czupurna Wariatko?
Idei świata cieniem, któremu ja nierozważnie przypisałem istnienie?
Czy nie byłaś jedynie moich myśli strumieniem, skoro tak niewiele pamiętam...
Odeszły w zapomnienie wszystkie burzowe dni.
Kiedy czas zechce złowić mego świata przestrzeń, chcę spać,
pod kotarą powiek dzierżąc Cię w ramionach.
W godzinie ostatniej bądź mi rześkim śnieniem.
Ostrzem śmierci przebity, choćbyś urojeniem sennym tylko była
Zabiorę Cię z sobą w wieczność, w prawdę sen przemienię
Z czasoprzestrzeni niebytu przejdziemy w istnienie...

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Poród

Ciemność przesłoniła słońce umysłu
Wysiadywane przez Nudę demony
Wykluwają się w bezczynności
Bez bólu
Nieoczekiwanie
Niczym świeżo upadłe jabłka
Bezlitośnie skazane na gnicie
Tchnieniem niepomyślnego wiatru...

niedziela, 19 kwietnia 2009

Wieczór zimowy

Ponura niespokojna noc
Wiatr wali głową o drzwi
Niczym zabłąkany pielgrzym
Rażony piorunem obłędu
Niechaj mnie przeklina jadowitym szeptem
Po kres wieczności
Równie niepojętej jak rozwścieczona samotność
W rozjuszonym lesie
I tak nie otworzę
Podłe nogi z pewnością
Nie zechcą słuchać rozkazów
Jeszcze jeden kieliszek
Może zrobi się cieplej
Wystarczająco by zasnąć
Widma przeszłości oplotą mą szyję
Zaciskając szpony możliwie jak najsilniej
Byle nie udusić i dla piekielnej ekstazy
Pognębić zszarganym życiem

Ukażą żonę w sińcach
Córkę wyrzuconą na śnieżno-biały bruk
Towarzystwo zakładów
Niezliczonych burt
Mnie – tonącego w gęstym szambie długów
Nikczemnego kata
Oraz każdą sekundę
Sunącą tempem geparda

Pamięć ćwiartuje serce
Żal rozrywa płuca
Ból zadany niewinnym
Ciemięży najtrwalej
Nie chcę wybaczenia
Nie pragnę współczucia
Brudna rzeczywistość nad wszystko sprawiedliwa
Tłumi odbierającą tchnienie rozpacz
Potrzeba mi tylko wiedzieć
Że potrafisz śmiać się
Że nie myślisz o mnie okaleczona psyche
Obdarta z najświeższych lat swego dzieciństwa
Gdyby było inaczej
Wstyd ściąłby moją duszę
Jeżeli Twoja matka wciąż potrafi śpiewać
Niech zanuci balladę
O tym co nie istniało
Niech ubierze w dźwięki niewyrzeczone słowa
I jedną słodką pieśnią zamroczy pamięć zuchwałą
Jeszcze jeden kieliszek
Już wiatr swym lamentem mąci płynne zmysły
Spojrzenie mętnieje
Światła przygasają
Dajcie mi odpocząć wściekłe maszkarony
I wy demony niezłomne
Ssące w rytmie rozkoszy nadzieję skonaną
Dajcie snowi pierwszeństwo
A potem gdy w niebie nie zechcą
Do zobaczenia w drodze
Na wieczną przegraną…

niedziela, 5 kwietnia 2009

Dedykując Emmie...

Ego-ocean

W opuszczonym przysiółku Nad wyschniętym stawem
Obok upadłej kapliczki wciąż tkwi nasz dom
Wymyty z podłóg z sitowym dachem
Pełen ptasich gniazd
Podobno jest pusty
Jakby paleta ptasich słów wyblakła
Szczere piękno niezauważane mijane
W świetle ludzkiego bytu
Masz raję
Byli wspaniali
Nasze długie letnie wieczory
Spędzone na spróchniałej dziś ławce
Uszlachetnione tonami gawęd do późnej nocy
Mimo że odeszli czuję obecność
Ich dusze kursują tu częściej niż zbawienny deszcz
Nie myśl o nich
Sięgnij do ptasich gniazd
Mów o najczystszym śpiewie
To dziwne
Nigdy nie rozmawialiśmy o ptasich pieśniach
Nigdy nie zwróciliśmy na nie uwagi
Choć towarzyszyły nam każdego wieczoru
Najbłahsza sprawa
Najważniejsza
Byle tylko ludzka
Zuchwała profanacja szepczącego piękna...

niedziela, 29 marca 2009

Latarnia

Szumem fal odurzona
Na skale zimnej stojąc
Drżę rozpalona wiarą
Wypatrując nadziei na mroźnej tafli morza
Zapalę się własnym tętnem
Własną mocą rozbłysnę
W obawie że agregator nie zdąży
Latarnik zasłabnie w pół drogi
Szlak na ciemnym dywanie utkam
Mym światłem Słodki Wędrowcze
Drogę bezbłędnie wskażę
Kierując na mieliznę
Byś u mych stóp spoczął
Byś nigdy już nie odpłynął...

sobota, 21 marca 2009

Dzbanek

Rozbito mnie
Uderzono w złości
W szale co spod włosów Furii świeżo wypełzł
Chcesz mnie złożyć
Skleić
Napełnić miłością
Pozostaną rysy
Pęknięcia głębokie
Wbrew swej woli pamięcią przecieknę...


Zdj. z blogu Staszka Janikowskiego

czwartek, 19 marca 2009

Przez palce

Internet wytrwale łowi godziny
Oczka są zbyt małe
Nie wymknie się żadna.
Telefon nie daje za wygraną
Przykładam do ucha
Niczym matka łaknące dziecko do piersi
Ssie godziny, minuty
Dokładnie
Tak by nie uronić sekund
Z niezmienionej od lat karty menú
Wybiorę potrawę
Krzyk nierozgarniętych dziennikarzy
Kłótliwych polityków
Tępych kaznodziejów
Zmielą w mdlącą papkę
Jeszcze jakiś film na dobranoc
Skradnie tuzin chwil
Dyskretnie
Nim jutro rano pojmę
Dawno umarłem
Ja kat samobójca
Któremu życie niepostrzeżenie przeciekło przez palce...

niedziela, 15 marca 2009

Kamienny stróż

Zamarł wzruszony
Wiatr włosy osusza
Krople deszczu bezwiednie
Żłobią rowki w policzkach

Skamieniał w cierpieniu
Znieruchomiał w miłości
Nić przecięto nagle
I niespodziewanie
Wykułem go dla Ciebie
Dałem część swej duszy
Chciałem by pojął miłość
Którą Cię więziłem do końca Twoich dni
Nocami budziłem się
By spojrzeć na Twą twarz
By sprawdzić czy śpisz
I teraz gdy samotnie spoczywasz w ciemnej krypcie
Przychodzę co dzień
Obejmuję tchnący chłodem grób
Choć przecież dobrze wiem że
Kamienny anioł
Rozpostarł kamienne skrzydła
By czuwać moja Najdroższa
Nad Twoim kamiennym snem...

sobota, 14 marca 2009

Fatum w Krakowie

Linie drżących dłoni biegną niezatartym torem
Chłonę głębię Twych oczu
I bezdennej duszy
Celebruję dzień
W którym gwiazdy upadły tak wstydliwie nisko
Aż do naszych stóp
Przejrzyj się w mojej twarzy
Rozkołyszę pamięć
Niezmęczoną czasem

W ciemnym
Ponurym jak cień piekieł domu
Poprosiłaś by postawił nam kabałę
Rozłożył wytarte karty
I pojął
Na zawsze razem
Sztorm kiedyś ustanie
I znowu wyrosną kwiaty
Na grząskiej z zadumy ziemi

Szedłem złotą aleją
Niepewny chromej przyszłości
Pośród tysięcy liści opętanych jesienią
I zobaczyłem jak płyniesz
Krokiem świadomym mijających sekund
Oczy z tą samą niezmierzoną głębią
Milczały w promieniach najczulszego słońca
Wenus płomienno-oka wysłała do Krakowa
zapewne ślepego chłopca
I przez pomyłkę ponownie przestrzelił przekwitłe serca naoliwioną strzałą

Być może przeznaczony był nam ten przypadek
Lub też ten przypadek miotał przeznaczeniem
Nie wiem
Lecz im dłużej oswajam się z nadciągającym końcem
Wciąż odnoszę wrażenie
Że zaprawdę
Jak rzekł prorok
Na wszystko jest wyznaczona godzina pod słońcem

niedziela, 8 marca 2009

***

Pomruki wiatru
Szepty potoków
Trzepot skrzydeł
Szemranie drzew
Na antypodzie odzew człowieka:
Jeżeli Bóg jest tylko wyrazem
Tchnieniem proroków
Światłem artystów
Jaki jest naszej wędrówki cel?

Oczy drugiego
Ból radość smutek
Dobro i zło
Lament i śpiew
Pomiędzy nimi moje odbicie
Zwierciadło z bajki
Które nie kłamie
Za każdym razem pragnie przekonać:
Także tułaczka ślepca ma sens...

sobota, 7 marca 2009

Margo...

Jesteś moim natchnieniem,
Muzą na jawie i wtedy, gdy śpię
Słodka niczym Erato, cierpka jak Melpomene,
Która nad moją duszą,
Roztacza swój boski śpiew...

Jestem jak Odyseusz - klawiatura to ster.
Płynę do Ciebie moja Itako
W rytm naszych nocnych rozmów,
Przez fale wzniosłych tematów,
Rozbijam się każdej nocy
O Twoich refleksji brzeg...

Niewysłowiona Bogini!
Zanim zbudzi się dzień
Płyń ze mną przez morza myśli,
Akweny namiętnych uczuć,
W takt równo bijących serc...


J. Malczewski, Portret A. Asnyka z Muzą

Ten wiersz został napisany, gdy jeszcze publikowaliśmy z Margo na jednym z portali literackich. Dzięki Niej poznałem smak prawdziwej poezji. Jej twórczość, to jądro inspiracji. Jestem bardzo wdzięczny losowi, że pozwolił mi Cię poznać: Bądź moją Muzą na jawie i wtedy, gdy śpię...

Ps.
Droga Emmo, zapewniam Cię - ten wiersz nie narodził się z mroku...

czwartek, 5 marca 2009

Szubienica

Kontury miasta w objęciach mgły
Gdy ucichł już tętent dnia
Powozem echa nadciągnął krzyk
Czyjś lament przerodził się w płacz

Gdy się żegnali spijał jej łzy
Czule smakował słodyczy ust
Wierzył że los szybko przegna rozłąki dni
I razem brzegiem morza wkrótce pójdą znów

Na jego policzkach niedoschnięte łzy
Obok lina co kark łamiąc dała ujście snom
Bo gdy okręt powrócił nad brzegiem nie czekał nikt
A w swych silnych ramionach ktoś inny już dzierżył ją...

poniedziałek, 2 marca 2009

Chat

Może to akt desperacji
albo nienajświeższy trend
Lubię nasze nocne rozmowy
Przez Internet
Przez ocean
Powietrze
I lądy zmierzone
Wzdłuż i wszerz

Dotykam dłonią monitora
Jest zimny
Lecz twórcza imaginacja
Ukazuje mi Ciebie
W kształcie doskonałym
Atena Afrodyta Penelopa
Głuche imiona
Złączone w jedno
Bledną w obliczu Twojej boskości

Zaproponowałaś spotkanie
Nierozsądny krok
Niby wiemy o sobie wszystko
A jakby nie zupełnie

Boję się Twoich oczu
Głosu
Włosów
Słów
Które mogą zabrzmieć
Zbyt prawdziwie
Daj nam czas
Muszę nauczyć się nie spuszczać wzroku
Mówić bez cienia strachu
Spowiadać się bez pośrednictwa wirtualnej tamy
Najzwyczajniej
Szczerze
Nie wstydząc się łez…

czwartek, 26 lutego 2009

Ostatnie kuszenie dobrego pasterza

tyle słów gdzieś podzianych
ogrom nadziei
wiary
i wszystko tylko po to
aby u kresu rozumu
usłyszeć w szemraniu końca
trzy druzgocące słowa

„to na nic”
-gra skończona

niebo się chmurzy jak zwykle
chociaż się zdaje że bardziej
nie słychać pieśni anielskich
nie widać zastępów świętych
i trąby najszczerszej złote
w rdzę szczero-rdzawą ubrane
umilkły – ponoć na zawsze
kiedy pieczęcie otwarte
spłonęły w żarze piekielnym
a miłość przegrała walkę

„to na nic”
-to już nie ważne

uśpione dzwony kościelne
kompani doczesnych dni
nie będą czynić wyjątku
nie zechcą inaczej bić
a skoro już się wypełni
siłą nie boską targane
uderzą w znajomy rytm

brakuje woli by umrzeć
brakuje siły
by żyć

oto ostatnia próba
licho wygrywa akordy
zaś niebo jak próżnia milczy
z rozkazu czartowskiej hordy
jakby płonęło kasyno
i nagle przerwano grę
a zamiast hymnu wieczności
zawył anielski walkower

już tak niewiele zostało
jedynie przymknąć powieki
złożyć dwie niekształtne dłonie
i wybrać właściwą prawdę
następnie spojrzeć złu w oczy
i szepnąć tętnem ironii
w takt dytyrambu zwycięzców

„to na nic”
-to już nie ważne


sobota, 21 lutego 2009

Tęsknota

Tęsknię za tobą
Sens zniknął w oddali
Jak okręt na tle zachodzącego słońca
Sen nie zdołał ujarzmić umęczonych powiek
I wiatr nie rozwiał pustki tchnącej ciszą

Dziś noc jest niespokojna
Wybiła dwunasta
I zegar zakwilił tę samą melodię
Jak wtedy kiedy byłaś

Błądzę w mroku
Wyblakłe zdjęcia ścielą się na stole
Który zamarł jak kamień przesłonięty lodem

Tęsknię za tobą
Wbiegam na werandę
Tak chciałbym znów zobaczyć
Objąć
Przytulić
Choćby cień twego cienia
Lecz słońce już zaszło
A księżyc nie przegląda się dziś w oceanie...

piątek, 20 lutego 2009

Moja dusza...

Nie mruczę kiedy mi dobrze
Nie szczekam ani nie warczę
Gdy los we włosiennicę przyodziewa me życie
Małpie miny także omijam z daleka

Moja dusza
Sztormem wzburzony ocean
Wylewa się łzami by wysuszone brzegi powiek napoić
Atomy ociężałe śmiechem zbyt głośnym rozrzedza

Moja dusza
Dumna i łagodna
Zaklęta w człekokształt
Posługi w piekle Boscha odmawia...

sobota, 14 lutego 2009

Kąpiel w Lete

Krzyk tysięcy serc umilkł
Samotna łaźnia milczy niewzruszona
Ostatnie serce usunięto zbyt dawno
by pamiętać

Niewidzialne skrzydła unoszą mnie
w górę komina
Tam gdzie słońce zawisło
między wschodem i zachodem
Zanurzony w Lete zmywam
numer z ręki
Oduczony wstydu przed nagością
zostawiam za sobą głód
ból
upokorzenie
Wychodzę bez pamięci...

poniedziałek, 9 lutego 2009

Zwątpienie

Połóż się obok mnie Najdroższa
Niech księżyc zasłoni oblicze
I nie zazdrości mi Twej obecności
Mówią: spokój najlepszym lekarstwem
Ale niekiedy dzierży nóż
Gotowy by poderżnąć gardło
Lub wydłubać serce

Dusza pokrewna mojej
Cierpiał na klaustrofobię
Wiatr krzyczał strunami liści:
Nie domykajcie trumny!
Podobno zabili gwoźdźmi
Dzisiejsza noc byłaby ostatnią
Rozpacz zawiesiła linę pod sufitem
W ostatnim liście słowo:
„spokój”
Nie wierzysz że potrafi zabić?

Bądź przy mnie
I nie każ cierpieć w samotności
Potrzebuję twych oczu obecności
Cisza po burzy dzielona na dwoje
Nie uciska tak mocno

Z każdą chwilą huk staje się znośniejszy
Przeklęte błyskawice oddaliły się znacznie
I wiatr natchniony zakończył elegię
Poddajmy się pieśni kojącego snu
Nim słońce wybaczy zwątpienie
I jednym złośliwym promieniem
Otworzy słownik cierpienia
Księgę siekących krtań słów...